Loading...
Przetłumacz ten wpis za pomocą tłumacza AI:

Grunt to przyjazne osoby – rozmowa ze specjalistką integracji

Największą satysfakcję na co dzień dają mi spotkania integracyjne, bo mam wrażenie, że osoby się wtedy wyluzowują, a to dzieje się rzadko. Wreszcie mogę zobaczyć, jakie są naprawdę, w jaki sposób żartują, co je ciekawi. Zazwyczaj zajmujemy się bardzo pragmatycznymi sprawami i fajne jest to, że możemy jako fundacja też zaoferować im moment wytchnienia – mówi Ida Zając, specjalistka integracji w programie Refugees Welcome Polska. Rozmawiamy o wielu odcieniach towarzyszenia uchodźcom i uchodźczyniom w procesie integracji – o trudnościach i sukcesach, frustracji i satysfakcji, wycofaniu i śmiałości. I o tym, ile może zmienić grupa przyjaznych osób.

 

Na czym polega wsparcie w programie Refugees Welcome Polska?

Wspieramy zarówno mieszkaniowo jak i integracyjnie. Jeśli chodzi o wsparcie mieszkaniowe, to staramy się zapewnić osobie z doświadczeniem uchodźstwa mieszkanie z rodziną lub indywidualną osobą goszczącą. Taka pomoc trwa zwykle od trzech miesięcy do roku. Oferujemy też krótsze formy wsparcia mieszkaniowego – finansujemy pokój w hostelu na miesiąc lub dwa. Jeżeli ktoś znajdzie pokój po cenie rynkowej, to opłacamy pierwszy miesiąc czynszu. Wsparcie integracyjne to w dużej części nasza indywidualna praca z osobami. Dążymy w niej do tego, by osoby się usamodzielniły i osadziły w tutejszej rzeczywistości. Pomagamy im w załatwianiu spraw administracyjnych czy medycznych – chodzimy do lekarzy i urzędów, zapewniamy wsparcie językowe. W niewielkim stopniu udzielamy pomocy materialnej, np. w formie kodów do sklepu spożywczego, opłacenia miesięcznej karty miejskiej albo pilnej wizyty lekarskiej. Dodatkowo raz w miesiącu mamy spotkania integracyjne, na które zapraszamy osoby uchodźcze i osoby działające w wolontariacie. Chodzi o to, żeby miały okazję lepiej się poznać, porozmawiać po polsku.

Ile osób jest teraz w programie?

W tym momencie w programie jest dwadzieścia sześć osób, najwięcej możemy przyjąć trzydzieści. Można w nim uczestniczyć przez dwa lata, bo celem jest wsparcie na samym początku mieszkania w Polsce. Po zakończeniu korzystania ze wsparcia mieszkaniowego, które trwa do kilku miesięcy, nadal pomagamy w załatwianiu codziennych spraw i widujemy się z osobami uczestniczącymi na spotkaniach integracyjnych. Część potrzebuje częstszego wsparcia, np. kilka razy w tygodniu. Są osoby, które rzadziej się z nami kontaktują – pojawiają się raz na miesiąc lub rzadziej albo przychodzą tylko na spotkania integracyjne. Oferujemy szeroką pomoc i to zależy od osoby, ile wsparcia potrzebuje.

A skąd pochodzą te osoby? Jak się znalazły w Polsce?

To się zmieniało od 2015 roku, czyli od początku trwania programu. W tym momencie większość osób pochodzi z krajów afrykańskich: z Demokratycznej Republiki Kongo, z Kamerunu, z Somalii. Są też osoby z Rosji, z Afganistanu, z Iranu… Wiele osób dotarło do Polski przez granicę z Białorusią. Większość dostaje kontakt do fundacji w otwartych ośrodkach dla cudzoziemców. To najczęściej osoby w bardzo trudnych sytuacjach, które nie mają tutaj nikogo, nie mówią po polsku, nie mają nic. Dlatego trafiają do naszego programu – przyjmujemy osoby w trudnych sytuacjach prawnych i finansowych. To takie przypadki, w których z integracją może być najtrudniej.

Zaczęłaś mówić o tym, że osoby są w trudnych sytuacjach. Jakie to mogą być wyzwania, co obserwujesz?

Większość wyzwań się powtarza. Najczęściej zgłaszają się do nas osoby mieszkające w ośrodkach otwartych. Te placówki są zwykle oddalone od miast, więc żeby zacząć pracować i się integrować, trzeba się wyprowadzić. A to jest trudne, bo pieniądze, które Państwo przeznacza na wsparcie takiej osoby poza ośrodkiem to jedynie 750 złotych. Bariera językowa jest często ogromnym problemem, chociaż zdarza się, że ktoś mówi po angielsku. Dodatkowo, osoby mają często nie tylko traumy związane z przejściem przez granicę polsko-białoruską, pobytem w ośrodkach strzeżonych i otwartych, ale też traumy ze swojego kraju pochodzenia. To są często bardzo, bardzo trudne przeżycia. Ja słyszę najczęściej historie kobiet. Powtarza się w nich przemoc seksualna, doświadczenie handlu ludźmi. Do tego osoby spotykają się w Polsce z dyskryminacją na tle rasowym. To wszystko sprawia, że trudno jest im np. od razu podjąć pracę.

W programie jest sporo osób, które pracowały w swoim kraju w zawodzie, ale ich zatrudnienie rzadko daje się łatwo przenieść na polskie realia. Więc tak naprawdę muszą zaczynać zupełnie od zera, a dodatkowo bez wystarczającego wsparcia finansowego i mieszkaniowego od państwa. Niewiele osób w podobnej sytuacji dostanie taką pomoc, jaką my oferujemy. Te wszystkie trudności znacząco wpływają na moment startu – bardzo wiele osób jest nieufnych. Z drugiej strony, znajdują się w bezpieczniejszym miejscu, więc czasami pozwalają sobie na pierwszy moment oddechu po miesiącach prób dostania się tutaj.

Taki odpoczynek to chyba często coś, czego osoby goszczące nie rozumieją. Dlaczego taka osoba nie szuka od razu pracy, czemu tyle śpi?

Często pojawia się problem w momencie konfrontacji oczekiwań z rzeczywistością. To jest normalne, że jeżeli przyjmujemy kogoś do domu, chcemy tej osobie pomóc. Chcemy, żeby jej się udało, żeby znalazła pracę, zaczęła się uczyć polskiego, żeby zaczęła się integrować. Trzeba jednak też pamiętać, że te osoby przeszły coś zazwyczaj dla nas niewyobrażalnego i na początku potrzebują więcej czasu. Zdarza się, że ktoś przez pierwszy miesiąc nie wychodzi z pokoju. To może być trudne dla osoby, która jest gospodarzem. Wyrozumiałość to cecha niezwykle potrzebna do zaangażowania się w nasz program jako osoba goszcząca.

Jak wygląda początek współpracy z osobą, która zgłasza się do programu, żeby udostępnić pokój?

Przede wszystkim uważnie podchodzimy do rozpoczęcia procesu goszczenia, nie działamy w pośpiechu. Mamy kilka spotkań z osobą goszczącą i z osobą uchodźczą, które mają razem mieszkać. Próbujemy poznać oczekiwania obydwu stron i zorientować się, czy pasują do siebie np. pod względem osobowości. Przed takim spotkaniem poznajemy osoby uchodźcze i mamy z nimi kontakt.

Jak dalej wygląda ten proces? Co jest rolą osoby goszczącej, a co nie?

Do jej zadań nie należy pomoc finansowa, załatwianie spraw urzędowych lub medycznych. Zapewnienie takiego wsparcia jest po stronie fundacji. Jesteśmy w stałym kontakcie z osobami goszczącymi, więc jeśli zdarzy się, że będzie potrzebne np. jedzenie albo umówienie wizyty u lekarza, to może przekierowywać takie sprawy do nas. Staramy się też robić regularne spotkania, podczas których sprawdzamy, czy wspólne mieszkanie idzie zgodnie z planem, czy obydwie strony są zadowolone. Kolejnym zabezpieczeniem jest podpisywanie umowy na krótko, najpierw na trzy miesiące, potem na sześć.

Czyli rolą osoby goszczącej jest de facto udostępnić pokój.

Tak, udostępnić pokój i być otwartą na to, jak wspólne mieszkanie będzie się układało. Czy te dwie osoby się zaprzyjaźnią i będą się zapraszać przez najbliższe lata na święta, czy po prostu żyć obok siebie, to już zależy od nich. Dla nas obydwie opcje są w porządku.

Opowiedz trochę o gospodarzach i gospodyniach, ile jest ich teraz w programie i jak to było wcześniej?

W tym momencie mamy dwie osoby goszczące. Taka, delikatnie mówiąc, nienajlepsza sytuacja, trwa od połowy 2022 roku – zaczęła się kilka miesięcy po wybuchu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Wcześniej było to zazwyczaj pięć, sześć, nawet siedem osób. Miałyśmy dużo zgłoszeń w 2021 roku, po rozpoczęciu kryzysu na granicy polsko-białoruskiej – osoby pisały do nas w takim ludzkim odruchu, ale też w geście politycznego sprzeciwu. Ta ogólna energia się wyczerpała, kiedy wielu Polaków wspierało osoby z Ukrainy, już poza naszym programem. Klimat polityczny też stał się bardziej wrogi względem osób migranckich.

Jakie wdrażacie rozwiązania, kiedy nie ma wystarczającej liczby osób goszczących?

Taka sytuacja trwa już kilka lat, a osoby cały czas przyjeżdżają i cały czas potrzebują pomocy. Oferujemy opłacenie hostelu albo dopłaty do czynszu. To są rozwiązania na krótko, więc mniej stabilne od dzielenia z kimś mieszkania. Niestety jako fundacja nie jesteśmy w stanie opłacać czynszu przez dłuższy czas. To jest dla nas po prostu niemożliwe, bo musielibyśmy drastycznie zmniejszyć liczbę osób, którym pomagamy.

A jak Tobie pracuje się w takich okolicznościach?

To jest dla mnie największym wyzwaniem. Zdarza mi się pracować z osobami, które potrzebują kilku miesięcy zanim podejmą pracę. Nie mówią nawet słowa po angielsku, a co dopiero po polsku. Widzę, jak bardzo są zmęczone, nieufne, że mierzą się z traumą. A ja muszę jakby “wyrzucić je z domu”, bo minął ten miesiąc, dwa, kiedy mogliśmy opłacić im czynsz. To jest najtrudniejsze. Staramy się do niczego nie zmuszać – na przykład zachęcamy osoby do kursów polskiego, ale nie zmusimy, żeby poszły do pracy. Niestety, w takich sytuacjach istnieje zagrożenie, że będą musiały wrócić do ośrodków otwartych, co byłoby zatrzymaniem procesu integracji. Czasem czuję bezradność i frustrację, ponieważ rozwiązania systemowe nie są zbyt pomocne dla tych osób.

A co Ci daje satysfakcję?

Największą satysfakcję dają mi spotkania integracyjne, bo mam wrażenie, że osoby się wtedy wyluzowują, a to dzieje się rzadko. Wreszcie mogę zobaczyć, jakie są naprawdę, w jaki sposób żartują, co je ciekawi. Na co dzień zajmujemy się bardzo pragmatycznymi sprawami i fajne jest to, że możemy jako fundacja też zaoferować im moment wytchnienia. Lubię też obserwować, jak w takich sytuacjach wymieniają się doświadczeniami. Dzieje się to naturalnie, bo po prostu opowiadają, kto gdzie pracuje i bardzo często wymieniają się numerami telefonu – koleżeńsko, ale też żeby pomóc sobie nawzajem np. w kwestiach zawodowych. To mi zawsze daje poczucie, że wydarzyło się coś dobrego. Ogromną satysfakcję sprawiają mi oczywiście sukcesy osób klienckich – kiedy ktoś znajdzie pracę, mieszkanie, znajomych albo zaczyna lepiej mówić po polsku. Najczęściej widać to po zmianie zachowania – często taka osoba porusza się w inny sposób, zmienia się jej uśmiech, zupełnie inaczej się z nią rozmawia. Nie widać po niej poczucia ciągłego zagrożenia i stresu. Wchodzi na inny poziom komfortu i to widać.

Jak wygląda dalszy udział w programie takiej osoby?

Często zdarza się, że osoba, która już nie potrzebuje naszej pomocy, znika, czyli przestaje się z nami kontaktować. Takie zachowanie przynosi ulgę, bo oznacza, że daje sobie radę sama. Czasem osoba przestaje zwracać się do nas w sprawach codziennych, urzędowych, związanych z pracą, tylko po prostu pojawia się na spotkaniach integracyjnych. Przychodzi posiedzieć, pogadać, bo chce spędzić czas ze znajomymi i spotkać się z nami, ale zaczęła sobie radzić sama. Kiedy decydujemy się na zakończenie procesu z taką osobą, odbywa się rozmowa kończąca. Chyba, że osoba naprawdę zniknie nam z radaru. [śmiech] Ale zwykle żegnamy się w formalny sposób. Po zakończeniu udziału w programie nadal można korzystać z innego wsparcia fundacji – chodzić do psychologa, zapisać się do prawnika, przyjść do Centrum Pomocy Cudzoziemcom. Myślę, że naszym celem jest żeby któraś z byłych osób klienckich na tyle dobrze nauczyła się polskiego, by wrócić do programu jako osoba pracownicza.

Podzielisz się historią osoby, którą szczególnie zapamiętałaś?

W ostatnich miesiącach myślimy o zakończeniu współpracy z dziewczyną, która jest w programie już dość długo. Po przyjeździe do Polski mieszkała w ośrodku strzeżonym, prawnicy z naszej fundacji byli z nią w kontakcie. Miała wtedy osiemnaście lat. Potem przebywała w ośrodku otwartym i stamtąd trafiła do nas. Mieszkała z rodziną goszczącą i na początku poszła do liceum, ale poziom zmęczenia i traumy nie pozwalały jej na chodzenie do szkoły. Dodatkowo musiała się uczyć po polsku, więc to było bardzo duże wyzwanie. Liceum jest trudne dla osób polskojęzycznych, [śmiech] a co dopiero dla tych, które w ogóle nie mówią po polsku. Teraz mieszka sama i od kilku lat pracuje. Niedawno podjęła próbę wrócenia do szkoły i już jako osoba pełnoletnia zapisała się do liceum dla dorosłych. Marzy o tym, żeby być lekarką i bardzo ją podziwiam za to, że nie zrezygnowała z tego marzenia. Teraz uczy się po polsku, co nie było możliwe parę lat temu. Zmieniła się też się jako osoba. Kiedyś była zestresowana, nieśmiała, dziś jest wyluzowana, spokojniejsza. Daje sobie radę.

Na koniec chciałabym poruszyć temat wolontariatu w programie. Na czym on polega?

Wolontariusze i wolontariuszki uczą języka polskiego. Lekcje są indywidualne i odbywają się raz w tygodniu. Osoby spotykają się w fundacji albo w innym dogodnym dla obydwu stron miejscu. Staramy się dopasowywać pary pod względem umiejętności językowych, wieku. Osoby klienckie często jednocześnie uczęszczają na kursy językowe, więc to nie są dla nich jedyne lekcje polskiego. Wolontariusze są zapraszani na nasze spotkanie integracyjne, mamy z nimi stały kontakt. Fundacja zapewnia materiały do nauki języka polskiego, nie trzeba być nauczycielem, żeby się zgłosić na wolontariat. Przybliżamy metodologię uczenia, organizujemy szkolenia. Są jednak osoby, które rezygnują z takiej tradycyjnej formy uczenia z podręcznikiem i na przykład w ramach zajęć spacerują po parku i opisują po polsku otoczenie. Albo idą na zakupy i rozmawiają o produktach spożywczych. Wielu osobom łatwiej jest uczyć się języka w praktyce – na przykład nazywając czynności, przedmioty czy ludzi widzianych po drodze.

Rozmawiałyśmy o różnych aspektach programu i wydaje mi się, że wspólnym mianownikiem wielu Twoich wypowiedzi jest tworzenie wspólnoty, połączeń między osobami – klienckimi, goszczącymi, zaangażowanymi w wolontariat, no i Wami, pracowniczkami fundacji. 

Tak. To jest bardzo ważna rzecz, której się nie docenia, jeśli się nigdy nie wyjechało z kraju pochodzenia i nie mieszkało się za granicą. Taka sieć bliskich ludzi pozwala poczuć się normalnie, swobodnie i też często po prostu przetrwać w danym miejscu. Jeśli dzięki naszemu programowi osoby klienckie mogą poznać więcej osób, to mam nadzieję, że to daje im jakieś poczucie zakorzenienia i bezpieczeństwa. Nawet jeżeli to nie są dla nich osoby najbliższe, ale takie przyjazne.

 

 

Ida Zając – specjalistka integracji w programie integracyjno-mieszkaniowym Refugees Welcome Polska. Pracuje głównie z osobami francuskojęzycznymi z krajów środkowej Afryki. Absolwentka Studiów Bliskowschodnich. Z Fundacją Ocalenie związana od 2024 roku.

To top