Loading...
Przetłumacz ten wpis za pomocą tłumacza AI:

Człowiek to nie fala. Jak język odczłowiecza osoby w drodze?

Grupa osób w drodze i osób aktywistycznych stoi tyłem w gęstym lesie. W lewym górnym rogu jasnozielone logo „Masz pojęcie”, w prawym górnym rogu białe logo Fundacji Ocalenie. Na dole fioletowy napis „CZŁOWIEK TO NIE FALA.” oraz poniżej biały napis „Jak język odczłowiecza osoby w drodze?”.

Powiedzenie, że język jest ważny, a dobór słów ma znaczenie, brzmi jak banał, ale może właśnie dlatego warto go powtarzać. Słowa nie tylko opisują rzeczywistość, one także podpowiadają nam, jak ją oceniać.

Fala, zalew, napływ – co z tymi słowami jest nie tak?

Przyjrzyjmy się słowom polityków i polityczek lub spójrzmy na nagłówki artykułów. Wciąż powracają te same określenia. O „fali migrantów”, „zalewie”, „napływie”, „szturmach na granicę” i „atakach” pisały i piszą czołowe polskie media i serwisy internetowe. Problem polega na tym, że te słowa nie są neutralne. Każde z nich niesie ze sobą określony obraz i konkretne emocje. Kiedy słyszymy słowo „fala”, raczej nie myślimy o pojedynczych osobach. Fala kojarzy się z czymś ogromnym, niekontrolowanym i niebezpiecznym, może zalać kraj, zniszczyć domy, porwać ludzi. Podobnie działają słowa „napływ” czy „zalew”. To język katastrof naturalnych. Takie metafory pogodowe działają na wyobraźnię ludzi, bo odwołują się do lęku przed utratą kontroli. Z żywiołem się nie negocjuje, przed żywiołem trzeba się chronić: budować zapory, mobilizować służby.

Taki język, używany nawet bez złych intencji, wpływa na społeczne nastawienie wobec osób z doświadczeniem migracji, w tym uchodźstwa. Jeśli przez miesiące czy lata słyszymy o „zalewie migrantów”, możemy zacząć odbierać to zjawisko przede wszystkim jako zagrożenie – nawet jeśli fakty czy własne doświadczenia pokazują bardziej złożony obraz.

Od żywiołu do wroga – militaryzacja języka

Podobnie działa język militarny. Migranci przedstawiani są jako element „ataku”, „szturmu” lub „operacji destabilizacyjnej”. To już język konfliktu i pola walki, który przedstawia osoby znajdujące się w drodze jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa albo porządku społecznego.

„Szturm migrantów na granicę. Ranny polski żołnierz” – brzmiał nagłówek Interii z 25 sierpnia 2025 roku. W treści artykułu poinformowano, że żołnierz został ranny wskutek wybuchu granatu hukowego w dłoni. W samym nagłówku jednak nieprzypadkowo zbudowano obraz bezpośredniego starcia.

Wszyscy mamy prawo mówić o bezpieczeństwie – zarówno osoby zarządzające państwem, jak i każdy i każda z nas. Problem zaczyna się wtedy, gdy konkretne zdarzenia na granicy opisuje się językiem ataku, najazdu czy szturmu, choć same w sobie nie mają takiego charakteru. Taki język od razu narzuca interpretację: po jednej stronie ustawia państwo, które się broni, po drugiej – ludzi przedstawionych jako zagrożenie. Kiedy ten język zaczyna obejmować wszystkich będących w drodze, każda osoba przekraczająca granicę może zostać wpisana w obraz wroga albo uczestnika „ataku”.

Taki język wpływa również na to, jak społeczeństwo ocenia działania wobec osób migrujących. Jeśli ktoś jest przedstawiany jako agresor albo uczestnik „szturmu”, łatwiej zaakceptować wobec niego przemoc, pushbacki czy odbieranie podstawowych praw, takich jak możliwość ubiegania się o ochronę międzynarodową. W końcu „odpieramy szturm” albo „bronimy granic”.

Język administracyjny także celowo łagodzi obraz przemocy. „Odstawienie do linii granicy” brzmi znacznie bardziej neutralnie niż wyrzucenie człowieka za mur bez jedzenia i wody. Takie określenia tworzą wrażenie procedury i porządku, ale niewiele mówią o doświadczeniu osób, których dotyczą, i przemocy, której ci ludzie zaznają.

Dehumanizacja często zaczyna się od języka, znamy to z historii. Najpierw pojawiają się określenia odbierające ludziom indywidualność albo przedstawiające ich jako zagrożenie. Później rośnie społeczne przyzwolenie na wykluczenie i przemoc.

Człowiek ukryty pod etykietą

Podobnie szkodliwy wpływ ma określenie „nielegalni migranci”. Nielegalne mogą być sposoby przekroczenia granicy, pobyt bez wymaganych dokumentów lub konkretne działania, ale nie ludzie. W liceum z dumą nosiłam na plecaku naszywkę z napisem „Żaden człowiek nie jest nielegalny”. Smutne, że 25 lat później muszę tę z pozoru oczywistą prawdę wykrzykiwać na demonstracjach. Sformułowanie „nielegalni migranci” weszło już do głównego nurtu debaty publicznej, przez co nielegalność zaczyna brzmieć jak cecha osoby, a nie opis sytuacji prawnej. Sprzyja to sytuacji, w której przestajemy dostrzegać człowieka, a zaczynamy widzieć kogoś, kto rzekomo samą swoją obecnością narusza porządek. Nielegalny może być czyn, a nie człowiek.

Nie tak dawno temu wdałam się w spór z dwoma popularnymi progresywnymi podcasterami, którzy nagminnie używali określenia „nielegalni imigranci”. Zarzucili mi moralną wyższość i chęć zaistnienia w internecie. Tłumaczyli, że używają tego sformułowania zamiennie z innymi, neutralnymi sformułowaniami. Ale czy używanie słów, które nikogo nie ranią, usprawiedliwia używanie od czasu do czasu takich, które odbierają ludziom godność?

Sama znalazłam się w sytuacji, w której zmuszona byłam podjąć pracę za granicą. W czasie studiów doktoranckich przez niemal dwa lata mieszkałam w Holandii i sprzątałam biura w Hadze, mieście, w którym mieszkało wówczas wielu Polaków. Nie pochodzę z bogatego domu, więc był to sposób na utrzymanie się.

Myślę o tym wtedy, gdy w debacie publicznej słowo „inżynier” bywa używane ironicznie, z pogardą, często z podtekstem rasistowskim. Komentujący stosują to określenie w odniesieniu do osób migranckich, o których historii, pracy i wykształceniu nie wiedzą nic. Takim językiem posługiwał się kilkukrotnie na przykład Zbigniew Ziobro, gdy pisał o karach finansowych za nieprzyjmowanie „inżynierów” z Afryki i Azji.

Myślę o tym, jak sama bym się czuła, gdybym podczas swojej emigracji codziennie czytała o „zalewie Polaków” albo o „Polakach szturmujących Holandię”. Czy takie słowa sprawiłyby, że czułabym się bezpieczniej? Czy zakładałabym, że przypadkowo spotkana osoba z obywatelstwem Holandii będzie chciała mnie poznać, gdybym sądziła, że postrzega mnie jako część „fali Polaków”? Czy raczej spodziewałabym się dystansu i podejrzliwości?

To pytania, które warto sobie zadawać także wtedy, gdy mówimy o osobach przyjeżdżających dziś do Polski. Zanim człowiek stanie się dla opinii publicznej „problemem migracyjnym”, jest kimś, kto ucieka przed wojną, szuka bezpieczeństwa i stabilizacji albo próbuje ułożyć sobie życie – podobnie jak robiły to w przeszłości i robią obecnie tysiące Polek i Polaków.

Odpowiedzialność za język

Sposób mówienia o migracjach jest ważny. To nie jest kwestia „poprawności politycznej”, „moralnej wyższości” czy czepiania się słówek. Język jest ważny, ponieważ oddziałuje na emocje, a one wpływają na społeczne i polityczne decyzje.

Warto więc podkreślać: nie chodzi o to, żeby unikać rzetelnej rozmowy o migracji albo udawać, że ona nie istnieje. Migracje wiążą się z realnymi wyzwaniami społecznymi, ekonomicznymi i politycznymi. Można i należy o nich rozmawiać, ważne, by robić to uczciwie, bez odczłowieczania.

Jest różnica między powiedzeniem: „Na granicy pojawiła się grupa osób szukających ochrony” a stwierdzeniem: „Nasze granice zalewa fala migrantów”. Oba zdania mogą odnosić się do tej samej sytuacji, ale zostawiają odbiorcę z zupełnie innymi emocjami i skojarzeniami.

Język, o czym przekonałam się sama, ma również ogromne znaczenie dla osób z doświadczeniem migracji. To, jak mówi o nich społeczeństwo, wpływa na ich poczucie bezpieczeństwa, przynależności i akceptacji. Jeśli ktoś stale słyszy, że jest częścią „problemu”, „zagrożenia” albo „obcego napływu”, trudno oczekiwać, że poczuje się pełnoprawną częścią wspólnoty i się z nią zintegruje.

Szczególna odpowiedzialność spoczywa tu na politykach, polityczkach i mediach – to oni takie narracje tworzą albo powielają. Żyjemy w kraju, w którym trauma historyczna wpływa na wiele dziedzin życia, a język wojny bardzo łatwo uruchamia lęk. Wykorzystywanie go do opisu migracji bywa więc cynicznym narzędziem: pozwala manipulować strachem, zbijać kapitał polityczny albo prowokuje odbiorców i odbiorczynie do kliknięcia w nagłówek, który obiecuje zagrożenie.

W medialnych opowieściach o migracji zazwyczaj brakuje szerszego kontekstu. Rzadko mówi się o przyczynach migracji, o wojnach, kryzysach politycznych, przemocy, biedzie czy katastrofach klimatycznych w krajach, z których ludzie uciekają. Zamiast merytorycznej debaty o tym, skąd biorą się migracje i jak można na nie odpowiedzialnie reagować, dostajemy obraz nagłego „napływu”, „szturmu” albo „zagrożenia”.

Zmiana języka nie jest wyłącznie symbolicznym gestem, ale jednym z ważniejszych elementów budowania bezpiecznego i opartego na szacunku do siebie nawzajem społeczeństwa.

 

Olga Stawińska – tłumaczka literatury słowackiej i czeskiej, absolwentka słowacystyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współpracuje z czasopismami, festiwalami i instytucjami kultury. W jej przekładzie ukazały się m.in. Dom głuchego Petera Krištúfka, Rivers of Babylon Petera Pišťanka, Agáta Denisy Fulmekovej oraz Jednorożce Barbory Hrínovej. Wspólnie z Magdaleną Bystrzak przełożyła także Jedzenie Ivana Medešiego. Pod pseudonimem publikuje prozę. Od 2022 roku jest wolontariuszką Fundacji Ocalenie i działa na granicy polsko-białoruskiej.

 

Źródła:

  • AJK (oprac.), Ziobro reaguje na film Tuska. „Zawsze kłamał jak najęty”, Wirtualna Polska, 2 lipca 2023, link, dostęp: 2.06.2026.
  • dn, Polskie Radio 24, Fala migrantów na granicy. Rzecznik Straży Granicznej: działania polskich służb są skuteczne, Polskieradio24.pl, 15 listopada 2021, link, dostęp: 2.06.2026.
  • Nowak Kamil (oprac.), Wielka fala migrantów zaleje Europę? „Pojawiają się pierwsze sygnały przygotowań”, Dziennik.pl, 13 marca 2026, link, dostęp: 2.06.2026.
  • Sekmistrz Paweł, Szturm migrantów na granicę. Ranny polski żołnierz, Interia.pl, 25 sierpnia 2025, link, dostęp: 2.06.2026.
  • Waleński Tomasz, Niemcy zalewa fala migrantów. Ich szlak prowadzi przez Polskę, Wirtualna Polska, 25 września 2023, link, dostęp: 2.06.2026.

Artykuł jest częścią kampanii „Masz pojęcie”, która powstała w ramach Projektu FAMI.02.01-IZ.00-0087/25: „Razem na rzecz spójności społecznej. Długotrwała integracja osób cudzoziemskich w społeczeństwie przyjmującym”. Czas trwania Projektu: 01.01.2026 – 31.12.2028.Pasek z logotypami funduszy europejskich, Polski i Infor o dofinansowaniu przez Unię Europejską.

 

fot. Agata Grzybowska

To top